Spełnianie marzeń.
Znajoma poprosiła mnie o trochę zdjęć z moich tatrzańskich wędrówek - potrzebuję na temat maturalny dotyczący Tatr. Piękna sprawa - też bym chciał taką maturę mieć. Ale nie o maturze ma być mowa w tej notce.
Przeglądam sobie te zdjęcia, kopiuję co lepsze i taka mała refleksja mnie naszła. Rok temu przechodząc koło Mnicha w stronę Szpiglasu, myślałem sobie jakby to fajnie było takiego Mnicha zdobyć. Ale to przecież takie szalone myśli - bo przecież wspinaczka jest tylko dla wybranych. Co prawda chodziłem już wtedy trochę na ściankę - ale i tak, myśl o wspinaczce na Mnicha mnie porażała. Spaliśmy wtedy w bazie namiotowej PZA na Szałasiskach pod MOKiem. Nad ranem, o pogańskich porach budził nas chrzęst pakowanego szpeju. To młodzi Taternicy wyruszali po raz kolejny zmierzyć się ze ścianą, po raz kolejny dotknąć i posmakować skały. Zmierzyć się z górami i (przede wszystkim) z samym sobą. Ze swoimi słabościami, swoimi lękami.
Ja miałbym się wspinać? Ja? Taki malutki, nic nie znaczący? Przecież to nie dla mnie ...
A jednak, marzenia czasem się spełniają. Może jeszcze na Mnicha nie wszedłem, ale stawiam ku temu kolejne kroki. Nigdy bym nie pomyślał, że kiedyś będę miał swój szpej. A tu na dniach jedziemy z Izą kupić naszą pierwszą linę, pierwsze pętlę i kolejne już karabinki. Tak, wspinamy się i jest to coś wspaniałego. Coś co nadaje smak życiu. Tak, góry i wspinaczka nadaje życiu sens i smak. Dopiero tam w ścianie lub na grani widzi się jakie to wszystko jest małe. Dopiero tam się to wszystko dostrzega.
I dziękuję Wam góry, za to, że tak mnie zmieniłyście.

No comments:
Post a Comment